Z przykrością należy stwierdzić, ze język nienawiści, o który o zgrozo PO oskarża PiS przyniósł owoce, bynajmniej nie takie, jakich by się można było spodziewać. Widać ciągle wmawianie społeczeństwu, kto jest zły oraz ze taki ktoś nie ma prawa do funkcjonowania do życia, przeniosło się z “niewinnych” sloganów w czyny niepochlebne.

Od 2005 roku nasza debata polityczna przybrała na agresji, pomiędzy dwoma blokami. Jednak co w tym wszystkim najgorsze, naród bardzo chętnie zaakceptował mowę Niesiołowskiego i Palikota. Ciągłe ataki, będące bardziej personalnymi aniżeli merytorycznymi sprawiły, ze urząd prezydenta był przedstawiany jako niepotrzebny balast, niczym Hindenburg w Weimarze. Był już taki jeden, co zrobił z tym “porządek”, korzystając z takiej samej mowy nienawiści. Tyle, że jeszcze wtedy nieco łatwiej było rozdzielić propagandę od rzeczywistości. Dzisiaj się one ze sobą nawzajem przeplatają, a media, które powinny raczej pilnować porządku w tej materii, same robią dodatkowy bałagan – np. ostatnie pomówienie J. Kaczyńskiego.

Zdaje sobie sprawę, że nie każdy musi PiS kochać i się z nimi zgadzać. Jednak martwi mnie, że głównym argumentem jest słynne: “A bo kaczor…”, za którym nie kryje się żaden merytoryczny argument. W sumie słusznie, bo kaczor to nie człowiek, a do kaczek się strzela.

Debata publiczna, jeśli nazwać tak pranie mózgów przez media mainstreamowe, stoczyła się na niski poziom. O dziwno, niekiedy w wyśmiewanym Naszym Dzienniku można znaleźć o wiele dokładniejsze i obiektywniejsze informacje, na żądany temat. Co więcej, bohaterami stały się osoby nie mające dużego pojęcia o tematyce, w której się wypowiadają, a chcące uchodzić za autorytet i drogowskaz dla nas szaraczków – np. A. Chyra popierający Władysława Komorowskiego na stanowisko prezydenta RP czy sam kandydat, który nie wie do końca które kraje są w UE… Przykre, ale prawdziwe!

PiSobolszewiki, tak przecież niejednokrotnie nazywani są przedstawiciele i zwolennicy partii, są niczym jeśli nie komuniści, poprzez brak zaufania do “prywatyzacji dla prywatyzacji”. A jeśli to mało, to bardzo łatwo wcisnąć ich jako zdeklarowanych faszystów, choć należy przyznać, iż ich młodzieżówka o wiele gorzej jest zorganizowana niż ta z PO lub swego czasu z LPR. Następnie PiS w trakcie rządów 2005-07 był bardziej liberalny od obecnej koalicji rządzącej.

Chować się kto może, akcja odstrzału i dorzynania watah rozpoczęta. Nie ma to jak pod skrzydłami słynnej “polityki miłości”. Także nikt już głośno nie mówi o deficycie budżetowym czy cięciu na ślepo budżetu. Liczy się władza i jej utrzymanie, a nie idee. Dlatego PiS jest przedstawiane jako “zapluty karzeł reakcji” a jeśli historia zatoczy koło, to oprawcy już dziś mogą się czuć bezkarni. Ludzie, ile jeszcze trzeba, abyście się obudzili?

“Naród dobry, ale ludzie kurwa” ?